Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konferencja. Pokaż wszystkie posty

Witajcie Kochani!

Dzisiaj obiecane wspominki, jak to Studoktorante, studenciem jeszcze będąc, spotkała na swojej drodze Szefuńcia. 
NJOY!

Fun fact - ponoć pozwoliło mu to się wyciszyć i spokojnie powtórzyć całość.

 Od tamtego czasu nie grałam w gałę i nie dam się już w to wciągnąć, NIE I JUSZ.
 Jakiś czas później...


Jaka główna bohaterka takie jej origin story. 😝

Do następnego!
A.

Wspominki Studoktorante

Przez: Anilina
13.10.2019
0 Komentarzy
Dzisiaj szybcik narysowany na konferencji. 
W roli głównej - najgorsze krzesła na jakich mi się siedziało. Nie można się zdecydować, co bardziej boli siedząc na nich.



Czasami były takie wykłady, które miały w sobie 99% syntezy organicznej i jedyne co łączyło je z metaloorganą to od czasu do czasu jakiś katalizator w pindzisiątym etapie syntezy. Z czasem przestałam się przejmować, że nie nadążam za tokiem myślenia osoby prezentującej.

Poznałam parę fajnych osób, zobaczyłam kawał świata i odpoczęłam choć na chwilę od tego całego szitu dnia powszedniego. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo tego potrzebowałam. Teraz jak już mamy meble w labie, to się urządzimy w ciągu najbliższych 2 tygodni i wrócę do laborzenia na całego. Nie mogę się doczekać!


Niestety moje ryło jest tak nieprzyzwoicie niefotogeniczne, że żadnych zdjęć nie będzie. Za to mam fajny widoczek z okna:



Teraz muszę się ogarnąć papierologicznie (rozliczenie tego wyjazdu to będzie walka). W weekend planuję sobie usiąść i porysować.

Buziaki,
A.

Konferencja speszal

Przez: Anilina
10.09.2019
0 Komentarzy
Szanuj orga swego, bo możesz mieć gorszego.

W związku z tym, że mało ostatnio siedzę w labie (ha.ha.), dałam się wciągnąć w działalność stowarzyszeniową. Poniekąd dlatego, że dwójka moich promotorów się bardzo aktywnie udziela w stowarzyszeniach, zostałam wciągnięta wręcz naturalnie - tym bardziej, że jestem osobą cholernie lubiącą się angażować w jakieś projekty nie do końca naukowe. 
Trochę dziwne, że lubię pracować z ludźmi, biorąc pod uwagę mój wręcz ostatnio chorobliwy introwertyzm (z którym dzielnie walczę).

Przypomniało mi się seminarium w mojej ex-jednostce, gdzie to jakiś gościu tłumaczył nam jako naukowcom jak zarządzać naszym czasem i ludźmi (jakkolwiek źle to nie brzmi). Mi się osobiście wydawało, że to jest raczej seminarium dla szefów grup małych i dużych, ale patrząc z perspektywy czasu, taka wiedza się przydaje na co dzień każdej osobie pracującej w grupie. Jedno zdanie mocno mnie i Szefuńciowi zapadło w pamięć, a brzmiało ono mniej więcej tak:

"Gdy pracujesz nad wykonaniem jakiegoś zadania z grupką osób, do daty rzeczywistego deadline'u dodaj jakieś 10 dni."

I tak sobie człowiek myśli, że przecież to nie jest jakieś odkrywcze, ale w związku z ostatnimi wydarzeniami związanymi z organizacją 2 konferencji w tym roku, dla mnie i Szefa to zdanie było jak meliska w trudnych chwilach.

Każdy ma własne rzeczy do zrobienia w normalnym życiu i (jeśli nie jest mną w tym czasie) pracę, i np. taką organizacją konferencji zajmuje się po godzinach, kiedy tylko może.
Co nie zmienia faktu, że osoby na końcu tego łańcucha pokarmowego, czyli np. ludźki od książki abstraktów i przygotowania materiałów konferencyjnych mają w tym najbardziej przekichane, bo muszą to zebrać, czasem od kilku osób (stąd bierze się te 10 dni obsuwy minimum), przeedytować w Wordzie i zadbać, żeby nic się nie rozwaliło po drodze, i przygotować do druku.
Jak bora kocham, nigdy nie zdawałam sobie sprawy z tego, że to jest aż TAK wykańczające, dopóki sama nie musiałam tego robić.

Przygotowanie pliku, plik_ver1.docx, dodaj parę stron tu i tam, ale przyślemy na 100% w poniedziałek, dostaję materiały w kolejny piątek, plik_ver9.docx, są poprawki, plik_ver9poprawiony.docx, do akceptacji bo deadline się zbliża, plik_out.docx...
A nie, jednak są poprawki kolejne.
plik_out_poprawki1.docx...

I tak siedzę i klnę pod nosem, bo mi się wszystko rozwala przy najmniejszej zmianie w danej sekcji, telefon dzwoni, maile się wylewają ze skrzynki.
A najgorsze co zauważyłam - niektórzy ludzie nawet jak mają wzór pliku do abstraktu, gdzie wystarczy wkleić tekst z zachowaniem formatowania docelowego, to potrafią tak pięknie namotać, że edycja tego jest praktycznie niemożliwa, albo dają abstrakt za długi/za duże obrazki.
Osobiście nigdy starałam się takich numerów nie robić, ale ostatnio wręcz chorobliwie sprawdzam swoje abstrakty, żeby ktoś zajmujący się książeczką nie zapamiętał mojego nazwiska jako "ta, która mi zapewniła pół godziny ekstra roboty".


W ciągu ostatnich 3 miesięcy niejednokrotnie sobie powtarzałam, że nigdy w życiu nie dam się wciągnąć w organizację czegokolwiek.
I tak wiem, że się dam, bo siedzi we mnie taki ukryty masol, czuję to.


Niemniej, zawsze miałam OGROMNY szacunek do osób zajmujących się organizowaniem konferencji, konwentów, zjazdów, a teraz mam jeszcze większy. 
Dla wszystkich osób angażujących się w ten sposób, SZACUNEK LUDZI PIWNICY.

Ciao~
A.

[ogłoszenie parafialne
Wygląda na to, że CupSell nadal ma promocję na darmową dostawę przy płatności blikiem, więc jeżeli myśleliście ostatnio nad zakupem hipciowej koszulki albo hipciowego kubeczka, zapraszam na http://lab-piwnica.cupsell.pl/ 😉]

Zorganizowany organizator organizuje

Przez: Anilina
19.08.2019
0 Komentarzy
Witajcie kochani!

Tak na szybko - jestem na drugiej w ciągu ostatnich 2 tygodni konferencji, dlatego ostatnio dawałam mało znaków życia. Teraz jesteśmy na konferencji metaloorganików, na której jestem jedyną osobą nie posiadającą tytułu magistra (ktoś kiedyś mi mówił, że lepszy lic. niż nic, ale w obecnej sytuacji chciałabym magistra w trybie "nał").

Oczywiście będziecie mogli liczyć na moje wrażenia z obu tych imprez, ale po moim powrocie w środę. 

Tymczasem moje przemyślenia przed sesją, na której będę chairmanem - dla niewtajemniczonych to osoba, która przedstawia ludzi prezentujących i w ogóle gadająca pomiędzy prelegentami, ładnie wyglądająca, uśmiechnięta i elokwentna (czyli przeciwieństwo Studętki, moje może niekoniecznie - akurat uśmiech to ja mam).


Jestę Studętę jak również Krzesłoludę.

Życzcie mi powodzenia na mojej sesji czermeńskiej i jutro o 11:30 na mojej prezentacji (nie muszę chyba Wam mówić, o czym będzie ta prezentacja? XD).

Krzesłoludy atakujom!

Przez: Anilina
6.04.2014
2 Komentarzy
No i stało się. 
Sesja zdana w pierwszym terminie (ufff...), a że przed i w czasie sesji Szefuńcio mówi "wypad, uczyć się!", to i historii nie przybywało. 
Nowy semestr powitał mnie całym tygodniem nasyfionym wykładami, które rozsiane są w tak różnych godzinach, że żeby posiedzieć i coś porządnego zrobić w labie, muszę z niektórych rezygnować. Za to mam tylko jedne laboratoria w ogóle, co oznacza JEDNĄ (!!!), wreszcie JEDNĄ wejściówkę na tydzień! Co ja zrobię z tym wolnym czasem?!

No właśnie, semestr letni to czas wychodzenia do ludzi, wyjazdów na konferencje studenckie (i nie tylko - Szefuńcio zrobił mi "prezencik" i mogę jechać na konferencję doktorantów, ale o mojej reakcji wspomnę kiedy indziej...). A jak każdy szanujący się student wie, trzeba na konfę machnąć abstrakt, czyli krótko, o czym się będzie mówiło. Studętce pisanie abstraktów idzie jak po grudzie, a pełna mobilizacja następuje... no właśnie.


Szefuńcio słynie z tego, że jest bardzo zasadniczy w sprawie pisania czegokolwiek (od abstraktów po prace dyplomowe). 


Z reguły poprawki w tekście mienią się kolorami tęczy, gdzie dominuje czerwony (usunąć), lub żółty (zmienić). Poprawienie tego nie jest aż tak bardzo upierdliwe, ale poprawianie abstraktu na pół godziny przed deadlinem może być stresujące dla obu stron.


Do tej pory takie akcje kończyły się pomyślnie. Za każdą z nich jednak rodzi się w mojej głowie postanowienie "następnym razem zrobię abstrakt wcześniej, będzie ładny, przemyślany, cud-miód-orzeszki". 

...i za każdym kolejnym razem Szefuńcio ma chyba ochotę mi zaserwować "Gallium Hippo Overdrive!" za zostawianie pisania abstraktów na ostatnią chwilę. Kółko się zamyka.


Może kiedyś się nauczę...

PS. "Gallium Hippo Overdrive" jest subtelnym nawiązaniem do technik prezentowanych w Jojo's Bizarre Adventure. Gdyby ktoś był ciekawy. Aż strach pomyśleć, jak musiałaby wyglądać ta technika w rękach Szefuńcia 0___0"

Abstrakcyjne abstrakty

Przez: Anilina
5.03.2014
0 Komentarzy
Za to mam talent do głupawych rysuneczków. Dlatego na dzisiejszym seminarium w Kole Naukowym zaprezentowałam m.in. zastosowania półprzewodników opartych na arsenku galu (bo o czym innym miałabym mówić, jak nie o galu?).

Mam tylko nadzieję, że nie zanudziłam ludzi na śmierć swoim gadaniem o zajebistości polimeryzacji koordynacyjnej :P

Nie umiem mówić do ludzi...

Przez: Anilina
2.12.2013
1 Komentarz
Ze wszystkich wydarzeń okołochemicznych, na jakie każdy studęt-bez-tytułu może sobie pozwolić, Ogólnopolskie Szkoły Chemii to niewątpliwie perełka. Rządzi się swoimi poplątanymi prawami, co umożliwia występowanie takich śmiesznych i serdecznych sytuacji jak ta tutaj, powstawanie legendarnych toposów niemal na każdej z edycji i uprawianie dresiarstwa intelektualnego przy śniadaniu na kacu.

III miejsce w kategorii poster z badań własnych. Nie jestem wymiataczem, więc nie powiem "meh, znowu", tylko się pochwalę na Lab Piwnicy, a co! :P

A tak na marginesie.
Papier to podstawa.

Po XXXVIII OSChem

Przez: Anilina
7.05.2013
0 Komentarzy

OBSERWUJĄ HIPCIA

- Copyright © LAB PIWNICA - Blogger Templates - Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -