Pokazywanie postów oznaczonych etykietą special. Pokaż wszystkie posty
Jedyny suchar na Piwnicy, który musiał być po angielsku.
https://www.nobelprize.org/prizes/chemistry/2019/summary/
Suchar na Nobla
Dzisiaj szybcik narysowany na konferencji.
W roli głównej - najgorsze krzesła na jakich mi się siedziało. Nie można się zdecydować, co bardziej boli siedząc na nich.
Czasami były takie wykłady, które miały w sobie 99% syntezy organicznej i jedyne co łączyło je z metaloorganą to od czasu do czasu jakiś katalizator w pindzisiątym etapie syntezy. Z czasem przestałam się przejmować, że nie nadążam za tokiem myślenia osoby prezentującej.
Poznałam parę fajnych osób, zobaczyłam kawał świata i odpoczęłam choć na chwilę od tego całego szitu dnia powszedniego. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo tego potrzebowałam. Teraz jak już mamy meble w labie, to się urządzimy w ciągu najbliższych 2 tygodni i wrócę do laborzenia na całego. Nie mogę się doczekać!
Niestety moje ryło jest tak nieprzyzwoicie niefotogeniczne, że żadnych zdjęć nie będzie. Za to mam fajny widoczek z okna:
Konferencja speszal
Witajcie moi koneserzy piwnicznych bazgrołów!
Dzisiaj w ramach oddechu po już ostatnich dla mnie zadaniach graficznych na nadchodzącą konferencję (tę o której mowa była w ostatnim poście, tę na którą jadę w tym samym czasie trochę zaniedbałam i na weekend zostało mi zrobienie posteru i prezentacji, ech.), odcinek bardziej luzacki~
Pamiętajcie - wraz ze zdobyciem tytułu człowiek magicznie nie staje się mądrzejszy czy poważniejszy. To powtarzam moim studentom, bo jak się miało do tej pory do czynienia tylko z prowadzącymi dostojnymi psorkami doktoramihabilitowanymiinżynieramiitepe to można mieć mylne pojęcie, że praca naukowa na uczelni to takie śmiertelnie poważne zajęcie.
Doktor czy profesor też człowiek i uwierzcie mi, są na tym świecie historie z szanowanymi psorami w roli głównej o jakich się śmiertelnikowi nie śniło.
Sama przecież poznałam swojego Szefuńcia na konferencji, gdzie było niezłe picie i niezłe balety wieczorami. Może kiedyś o tym opowiem, bo sama historia miodna. Chcecie?
Codzienne życie w labciu zależy w dużej mierze od grupy, ale gdy współpracownicy się dobrze dogadują, atmosfera jest super i nierzadko dochodzi do heheszkowania i głupawek (które, jak zauważyłam, częściej zdarzają się pod koniec dnia, gdy co najwyżej trzeba pozmywać).
Co więcej, zauważyłam, że niektórzy studenci są bardzo pozytywnie zaskoczeni takimi sytuacjami, co - jak już mówiłam - pewnie wynika z przekonania, że nauka jest "powasznym zajenciem".
O ile nie robimy czegoś niebezpiecznego - bez przesady, robienie nauki to nie praca w banku, gdzie trzeba trzymać fason przez 8h.
Dla mnie osobiście atmosfera w laboratorium jest tak samo ważna jak badania, które prowadzi grupa (a znając już mnie trochę i czytając moje stare wpisy wiecie już, że nie będę wypruwała sobie flaków dla dyplomu w miejscu, w którym nie czuję się dobrze).
Polecam do tych pasków tę nutkę. NIE OCENIAJCIE.
*wink wink*
Życzę Wam kochani superaśnych heheszków w laboratorium, bawcie się bezpiecznie!
A.
Głupawka!
Widocznie trzeba będzie poczekać co najmniej na mgr.
Piątek 13-go okazał się być bardzo zabawnym. Obrona się przesunęła o godzinę, bo recenzent nie mógł się zjawić na czas, a w międzyczasie przewodnicząca komisji musiała się pojawić na innym egzaminie. Taki mały peszek, ale nieszkodliwy.
Studętka próbowała się skupić na tym, żeby nawiązywać do pracy. Tak bardzo, że na zwykłe pytanie recenzenta o teorie kwasów i zasad (bo przewodnicząca podebrała mu pytanie i musiał wymyślić coś na poczekaniu), wypowiedziała się bardzo obszernie.
Wszystko skończyło się dobrze, Szefuńcio wyglądał na zadowolonego, dr B. też. Studętka odetchnęła z ulgą - pokonała klątwę piątku 13-go!
Nic, tylko stawiać wielkie "LIC." przed nazwiskiem. A może i nie...
PS. Dawno, dawno temu, gdy Studętka robiła praktyki, kierowniczka zwykła mawiać - "lic."... Stawiać "lic." przed nazwiskiem? To chyba "liceum"...
Jestę licencjatę.
Jakiś czas temu zostałam zapytana, czy jak się wyprowadzimy do CeNTu, to czy nie zmienię nazwy bloga, bo przecież nie będziemy już w piwnicy (tylko w przeszklonych laboratoriach z oknami na południe). Pozwólcie, że teraz wspomogę się maskotką bloga, Panem Hipciem:
Nie mogę się doczekać, będę miała własny wyciąg, spełnienie marzeń <3
Na razie mam wakacje, za to w sierpniu wracam do labu, więc wtedy pewnie będę miała o czym rysować, na razie tylko jeżeli mi się coś przypomni, to będzie update. Miłych wakacji!
Kwestia nazwy
Po dłuższym weekendzie, jaki sobie zrobiłam, kolejna rzecz chodząca mi po głowie.
Trochę podkoloryzowana sytuacja, która mnie natchnęła do urzeczywistnienia mojej post-apokaliptycznej wizji Labu Piwnicy walczącego o aceton życie po zrównaniu budynku Radiochemii z ziemią.
Serio, nie cała radio pójdzie na złom :D
W następnym odcinku: jak walczy się o aceton życie w Lab Piwnicy po radio-apokalipsie (rany, jak to brzmi XD).
Post-weekendowo post-apokaliptyczny post
Witam na Lab Piwnicy, blogu o laborzeniu, studiowaniu, wąchaniu rozpuszczalników i odczynników, trudach pracy naukowej, przeżyciu w męskim laboratorium, wszystko to widziane oczami Studętki-bez-żadnego-tytułu.
...jeszcze bez!
Większość sytuacji przedstawionych tutaj wydarzyła się naprawdę (zgrozo!).


















